Opis trasy: Trasa przebiega od parkingu na przełęczy Krowiarki szlakiem niebieskim do Markowych Szczawin.
Trasa łatwa.
Sprzęt: Koc by IKEA dał radę! Wózki odpadają niestety
Uczestnicy: Zosia 4 m-ce, jej rodzice
Obiekt docelowy: Schronisko PTTK Markowe Szczawiny http://www.markoweszczawiny.pttk.pl

Pierwszych wypadów w góry czy na rower się nie zapomina. Wszystko, co robimy w życiu pierwszy raz, pozostaje niezwykłym przeżyciem, dlatego tak ważne jest, aby te niezwykłe chwile dzielić z bliskimi. A jak zaczęło się u nas? Kiedy staliśmy się Aktywną Familią? Dokładnie 12.07.2008. Zosia miała 4 miesiące, gdy zapadła spontaniczna decyzja: robimy wypad w góry z dzieckiem. Koniec siedzenia w domu i niańczenia! Ale dokąd pojechać? Równie spontanicznie wybraliśmy Markowe Szczawiny z wejściem od przełęczy Krowiarki. Przyznaję, że jak na pierwszy taki wyjazd, to byliśmy średnio przygotowani, ale wycieczka była wyśmienita! To był nasz pierwszy aktywnie-familijny sukces! Pokonaliśmy wszelkie przeszkody…Gdy nie mieliśmy jeszcze dzieci i szliśmy tą trasą, kamienne podłoże w ogóle nam nie przeszkadzało. Teraz jednak, wybierając się z rodziną, pokonanie trasy stało się nie lada wyczynem. Okazało się, że wózek jest najmniej nam potrzebny, gdyż przejazd nim na trasie staje się zupełnie niemożliwy ze względu na wystające kamienie i korzenie. Musieliśmy więc zostawić czterokołowy dobytek przy wejściu do parku. I tak oto zostaliśmy bez dziecięcego środka transportu. Co robić? Jak wiadomo, potrzeba jest matką wynalazków. My odkryliśmy, że koc marki IKEA, który szczęśliwie mieliśmy ze sobą, można łatwo przerobić na chustę do noszenia Zosi. I problem z głowy! Dotarliśmy bez szwanku w pełnym składzie. Pod schroniskiem wywołaliśmy spore poruszenie. No cóż, widok 4-miesięcznego bobasa owiniętego w chustę musi wzbudzać w takim miejscu emocje. Niestety, schronisko w tym okresie było odbudowywane, więc musieliśmy skorzystać z pobliskiej budki GOPR, aby przebrać Zosię. Gdy nacieszyliśmy już swoje oczy krajobrazami, wróciliśmy tą samą trasą.

2 Comments

  1. Monika 6 września 2017 at 09:54

    Ja pamiętam pierwszy wypad z synem w góry… cóż, góry to może trochę mało powiedziane, bo była to tylko Ślęża, ale i tak wrażenia super. Młody miał już chyba prawie rok, zabraliśmy ze sobą dwie chusty, prawie całą drogę spędził na plecach u mnie i u taty, ale na sam koniec udało mu się nawet podreptać kilkaset metrów samodzielnie. Masz rację, takich pierwszych razów się nie zapomina.

    Reply
    1. marcin_rojek 26 września 2017 at 06:52

      🙂 nigdy 🙂

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *