Kolejna niespodziewana, nieplanowana wycieczka w góry. Albo raczej zaplanowana w tak zwanej „ostatniej chwili”. Wszystko dlatego, że niedziela miała być dla nas dniem odpoczynku, nie planowaliśmy akurat w tym dniu żadnych wypraw. Ale dzwoni brat z zapytaniem: „Co porabiacie? Jakie macie plany?” I tak od słowa do słowa… dwie godziny później byliśmy już pod wejściem na Kozią Górkę. Tym razem od strony Bielska-Białej zielonym szlakiem, zazwyczaj bowiem zdobywaliśmy kozią szlakiem niebiesko-czerwonym od Bystrej Śląskiej.

Dlaczego akurat to miejsce? Bo potrzeba zaledwie 1 godziny, by dotrzeć do schroniska znajdującego się na szczycie. Szczyt to bowiem niewielki, a cała trasa wynosi raptem 1 km 800 metrów – bardziej to zatem przyjemny spacerek niż górska wspinaczka.

Z resztą ta łatwość w pokonaniu trasy do schroniska to jeden z powodów tego, że Kozia Górka jest dość często odwiedzana przez pobliskich mieszkańców. Zwłaszcza przez bielszczan, dla których to ciekawa opcja spędzenia czasu poza miastem.

Kolejnym atutem tego miejsca, przyciągającym sporą liczbę ludzi są prześwietnie przygotowane rowerowe trasy zjazdowe, downhill’owe o różnym stopniu trudności. Każdy miłośnik zjazdów rowerowych – niezależnie od swego wieku i umiejętności – znajdzie tu coś dla siebie. Widzieliśmy i osoby starsze i naprawdę małe szkraby wspinające się na rowerach pod górę, by potem zjechać szlakiem zielonym bądź innym. Wszystko jest naprawdę świetnie zorganizowane i zabezpieczone – trasy rowerowe biegną inną częścią lasu niż piesze, więc jedni uczestnicy nie przeszkadzają pozostałym.

Wejście na górę zajmuje niecałą godzinkę,  przewyższenia mamy ok. 250m, zatem całkiem przyjemny spacerek. Idzie się w dość interesującym otoczeniu, bo trasa prowadzi starym, nieczynnym już torem saneczkowym. Co jakiś czas spotykamy więc na swej drodze betonowe zakręty, które dodają uroku tej trasie i zmieniają nieco perspektywę chodzenia po górach.

Na miejscu jesteśmy ok. 14-stej. Jest jeszcze spory tłum, ale też i sporo miejsca dla każdego. Wyciągamy zatem kocyki i jedzonko. Mieliśmy też coś do upieczenia na ognisku – to też jeden z uroków tego miejsca, że zawsze można sobie upiec coś na ognichu przy schronisku. Dodatkowo zabraliśmy ze sobą paletki do speed babingtona i oczywiście pograliśmy troszeczkę. Taka gra na świeżym powietrzu to sama przyjemność , która dostarcza fajnych bodźców i pozytywnych emocji. Naprawdę przyjemna rozrywka, polecam każdemu, zwłaszcza, że same paletki ważą niewiele, wiec ich przyczepienie do plecaka nie powoduje żadnych obciążeń.

Jakby jeszcze było mało atrakcji, to (co najważniejsze dla dzieciaczków) przy schronisku znajduje się fantastyczny plac zabaw – chyba najlepszy, jaki do tej pory widzieliśmy przy polskich schroniskach. Naprawdę fajne place zabaw widzieliśmy za granicą w austriackich górach, gdzie parki górskie są rewelacyjne. Ale – wracając do naszych rodzimych atrakcji – Kozia Górka jest naprawdę świetnie przygotowana na odwiedziny rodzin z dziećmi.

Popularność tego miejsca wynika właśnie z tego, że niezależnie od tego, czy jesteś rowerzystą, czy pieszym, czy wybierasz się sam, czy z rodziną – znajdziesz coś dla siebie.  To świetna alternatywa na szybki, nieplanowany wypad.  Nawet popołudniu można startować, bo wyjście i zejście nie zajmuje dużo czasu, a przyjemność bycia jest po prostu bezcenna.

2 Comments

  1. Monika 6 września 2017 at 11:09

    Dużo słyszałam o tym miejscu. Koleżanki z okolic ciągle namawiają, żeby tam kiedyś wpaść z dzieciakami. Mnie trochę odstrasza odległość od Wrocławia, ale może kiedyś się wybierzemy!

    Reply
    1. marcin_rojek - Site Author 26 września 2017 at 06:48

      Przyznaję jest spory dystans 🙂 Ale może na kilka dni w rejony beskidu śląskiego/małego i wtedy można kilka miejsc zwiedzić 🙂
      miłego

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *