Jak już  pisałem w poprzedniej części, pogoda w dniu wczorajszym zmieniła nasze plany z wycieczki dwudniowej na Durbaszkę z noclegiem na dwie wycieczki jednodniowe. Znalezione słońce na koniec wczorajszej wyprawy na Magurkę, wzbudziło w nas nadzieję, że i dziś uda nam się złapać kilka ciepłych promieni.  A co najważniejsze: dzieciaki zachwycone. Nowe znajomości i pierwsze wyjście w góry, dały tak pozytywny i energetyzujący zastrzyk, że pragnęły kolejnej wycieczki. Co nas oczywiście bardzo ucieszyło. My sami jesteśmy „zarażeni” aktywnością rodzinną odkąd pamiętam, właściwie towarzyszy nam ona od samych początków naszej rodziny, odkąd tylko pojawiła się Zosia.

Cieszy nas ogromnie, gdy taką samą radością – płynącą z tej aktywności – możemy zarażać innych ludzi. Wierzę, że spalanie energii podczas wysiłku uwalnia w mózgu  bardzo pozytywnie oddziałujące endorfiny. Pomimo zmęczenia czuje się błogą radość. Efekt wyjścia w góry jest więc bardzo przyjemny. Dodatkowo: kontakt z naturą, wspólne rozmowy, wygłupy, śpiewanie, skakanie, gonitwy… – wszystko to sprawia, że bycie w górach z innymi staje się bardzo wartościowym doświadczeniem, pozwalającym wzmocnić więzi, które nas łączą. Stajemy się sobie bliżsi. Tego na co dzień, pochłonięci pracą i codziennymi obowiązkami, nie odczuwamy.

Dopiero kiedy wychodzimy, stajemy się wolni: od telewizorów, Internetu, radia, telefonów, słowem, od wszelkich dostępnych mediów, które czasem nieco nas zniewalają, kradną nam nasz czas. W górach odzyskujemy znów tę wolność, jesteśmy bliżej natury i możemy doświadczyć wiele pozytywnych aspektów z tego powodu.

Dzień dzisiejszy – niedziela – 7 maja kieruje nas na Maciejową, Rabka Zdrój. Start spod dawnego wyciągu Rabka Ski (niestety już nieczynnego). Idziemy szlakiem czarnym ok. 2 km, powinniśmy się zmieścić w godzinę.  Podejście nie jest zbyt strome, początkowe większe nachylenie stopniowo się wypłaszcza i dalsza trasa do samego schroniska przebiega już bardzo przyjemnie. Pogoda… no cóż. Dojeżdżamy na miejsce i wita nas mgła, spore zachmurzenie i nisko osadzone chmury. Mimo obaw deszczu, ruszamy w drogę. Uśmiechy n twarzy, radość, szczęście. Czasami jedynie może słabsza kondycja najmłodszego z uczestników, ale pełen szacuneczek że ciągle idzie do góry. Po drodze wymyślamy różne konkurencje, rozmawiamy o rozmaitych przyjemnościach, tworzymy zagadki typu „co to jest”, a jeśli nic już nie pomaga, stosujemy typowe wspomagacze: wzięcie dziecka na ramiona, czy „dwa, jeden, hop-a”. Z tą zabawą radzę uważać i proponuję robić ją na sam koniec wycieczki, a nie na początku, gdy jest ostrzej pod górę, bo można się samemu nieźle zmęczyć.

Do schroniska docieramy po godzinie przyjemnego marszu. Niewiele ludzi choć to długi weekend majowy. Być może z uwagi na niepewną pogodę mniej osób zdecydowało się na wyjście. A tymczasem jest bardzo przyjemnie. Zajmujemy miejsce, zjadamy pyszności, które oferuje nam schronisko. Polecamy „Kotlet drwala” –  tak naprawdę cała rodzina mogłaby sobie nim pojeść, taki z niego gigant. Na dodatek ponoć równie pyszny, jak wielki –  tak mówili inni, bo ja akurat obecnie nie jadam mięsa, więc nie sprawdziłem. Dodatkowo pyszne placki ziemniaczane, zabawy, gry, udostępnione książki dla dzieci w schronisku – bardzo miło spędzony czas.

Co nas urzekło, to aktywny kominek  i ciepło bijące z niego. Palące się drewienko, zastąpiło nam  troszkę to słońce, którego brakowało na szlaku i którego nam brak obecnie na co dzień. Maj nas pod tym względem nie rozpieszcza. Myślę jednak, że nie ma co narzekać. Wszak udało się nam wejść w komplecie, bez żadnych problemów, bez deszczu a za to z dużym ładunkiem radości.

Zeszliśmy troszkę inną ścieżką, ponieważ a trasie do schroniska napotkaliśmy bardzo mocno podtopiony, błotnisty odcinek. Dzieciaki zaliczyły parę podtopień butów, konieczna była zatem  ich wymiana . Przy okazji: pamiętajcie rodzice o  zabieraniu rzeczy na zmianę. Zeszliśmy zatem troszkę bardziej stromą ścieżką, która zaczyna się zaraz przy schronisku, po jego prawej stronie i prowadzi do górnej części wioski, a później do parkingu przy wyciągu. Zejście szybkie, przyjemne, a pogoda jakby troszeczkę lepsza: przejaśniło się nieco, wiatr przedmuchał chmury.

Zatem kolejny dzień, kolejne parę kilometrów ze znajomymi w radości i w poczuciu szczęścia. Polecamy Wam Maciejową.

Trochę cyferek:
Czarny szlak
z parkingu dawnego wyciągu w Rabce Zdrój, 280 metrów przewyższenia.
+/ 2,2 km w jedną stronę.
+/ 1h 15min z dziećmi w górę 🙂
Trasa łatwa, nawet dla 3 latka.
Nosidełka i chusty dla maluchów mile widziane.
Przyczepka mogłaby dać radę poprzez ciągnięcie.
Miłego
 

 

 

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *