W sobotę 6 maja mieliśmy zaplanowany wyjazd wraz z nowymi znajomymi w góry, którym chcieliśmy pokazać, że bycie aktywną rodziną jest czymś przyjemnym, wspaniałym i rozwojowym. Czymś, co daje wiele radości jednej i drugiej stronie – zarówno dzieciom, jak i rodzicom.

 

Wyjazd zaplanowaliśmy na Durbaszkę – zarezerwowaliśmy miejsce, wszystko było przygotowane do wyjazdu. Jednakże w sobotę rano okazało się, że plany nasze musimy zmienić. Prognoza pogody na Durbaszce mówiła nam jednoznacznie, że czeka nas tam fala deszczu – efekt zarażania miłością do chodzenie po górach, mógł więc skończyć się efektem odwrotnym… Przyznaję, że szybki przegląd Kaśki w regionie odnośnie warunków pogodowych dał nam możliwość błyskawicznego zorganizowania planu B, czyli wypadu na jednodniową wycieczkę w Magurki w Beskidzie Małym. Do schroniska i z powrotem.  Według prognoz warunki pogodowe miały być tam bowiem dużo lepsze. Szukaliśmy też takiej trasy, która będzie przede wszystkim przyjemna, prosta i łatwa, gdyż jeden z nowych uczestników naszych wypraw ma dopiero niecałe 4 latka – zatem musieliśmy dostosować trasę do jego możliwości.

Na miejsce dotarliśmy po półtoragodzinnej podróży. Przyznaję, że GPS poprowadził nas takimi dróżkami, że w głębi ducha zastanawiałem się już kilkakrotnie, czy to się na pewno uda i czy nie utkniemy nagle gdzieś na polanie, czy w lesie. Ale udało się – dotarliśmy na miejsce, gdzie okazało się, że pogoda w sumie niewiele różni się od tej, którą właśnie opuściliśmy.  I tu panowało zachmurzenie, a gdzie niegdzie przestrzeń spowijały mgły. Ale nastroje nam dopisywały. Wyruszyliśmy więc w drogę. Po kilkuset metrach na szlaku zielonym do schroniska na Magurce znaleźliśmy pierwszy przystanek z ławeczką, gdzie (jak to zwykle w naszym wypadku bywa) rozpoczęliśmy piknikowanie. Mimo, że pogoda nie sprzyjała, to pyszności, które przygotowała Kasia pobudziły nam i apetyty i dobre humory.

Takie pikniki są bardzo mocno energetyzujące. Poza tym, że jedzenie daje nam energię, to jeszcze odpoczynek podczas takiego postoju dodaje nam mocy, by iść dalej. Widać to najlepiej na przykładzie dzieci, które startują z nowym zapasem energii, zapominając o swym zamęczeniu. Dlatego bardzo polecam. Zabierzcie ze sobą coś pysznego do jedzenia, jakiś koc, czy karimatę, a później, gdy poczujecie zmęczenie, siadajcie i odpoczywajcie. Pikniki oczywiście wydłużają czas dotarcia do celu, ale są elementem, który daje wytchnienie i siłę.

Ruszyliśmy dalej zielonym szlakiem. Trasa ta należy do niezbyt wymagających. Podejście jest o stałym, niewielkim nachyleniu, a różnica wzniesień nie jest też zbyt duża, ponieważ ruszamy z przełęczy pomiędzy Bielskiem-Białą, a Miedzybrodziem Bialskim, czyli też poziom startu jest dużo wyższy.

Przyznaję, że lubię schronisko na Magurce z kilku względów.  Dotarcie do niego nie jest zbyt trudne, a jest wiele szlaków, które doń prowadzą. Można zatem z różnych stron zdobyć Magurkę i cieszyć się widokami.

Na górę doszliśmy po ok. półtorej godzinie – czyli dość wolno. Myślę, że spokojnie można zaliczyć ten dystans w godzinę… ale radość była ogromna. Radość u dzieci, u znajomych, którzy, gdy zobaczyli z jakim zapałem dzieciaki prą do przodu, to aż nie mogli uwierzyć. Słońca nadal nie złapaliśmy, choć rozchmurzenia były coraz większe i dzięki temu warunki widokowe lepsze. W schronisku jedzenie bardzo smaczne – polecamy naleśniki dla dzieciaczków. Proponujemy równie wyjść na zewnątrz, gdzie jest duża polana i każdy znajdzie miejsce dla siebie, mimo że Magurka jest schroniskiem bardzo popularnym i zawsze tu sporo turystów. Na tak dużej przestrzeni każdy znajdzie jednak miejsce tylko dla siebie. No i te widoki. Budynek, który został wybudowany w ostatnich latach, przystosowany do startów i tras biegowych posiada takie udogodnienie, że można wyjść na jego dach, pokryty zieloną trawą. Stąd możemy podziwiać całą, przepiękną panoramę.

Powrót był już dużo szybszy i dużo łatwiejszy. Właściwie to tylko 2 km, więc zejście trwa niecałą godzinę. Co wspaniałego, to to, że pomimo prognoz i ciężkiej aury wytrwaliśmy do końca. I spotkała nas za to nagroda: słońce. Pojawiło się słońce. Te drobne promyki – bo jak wszyscy wiemy w ostatnich miesiącach pogoda nas raczej nie rozpieszczała nadmiarem słońca – dały nam promyk nadziej na kolejny dzień. Tak, były już plany. Dzieci zeszły wręcz przewspaniałym, radosnym rytmem, a przy samochodach rozpoczęły się rozważania: gdzie jedziemy jutro? co będziemy jutro robić?… Coś wspaniałego – takie zarażanie wyprawami, wycieczkami innych jest naprawdę fantastyczne!

Miłego!

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *