Dlaczego biegam?

Przyznaję, że z bieganiem to już długa historia. Zaczynałem najpierw od krótkich dystansów: (rzecz normalna) 1 km, 2 km, 5 km. Często biegałem po swojej okolicy na wsi, ale największą radość sprawił mi udział w moim pierwszym maratonie – górskim. Tak naprawdę nigdy nie przebiegłem maratonu miejskiego, pewnie dlatego, że nigdy nie „czułem” asfaltu. Za to radość zawsze dawała mi bliskość gór i natury. Maratony górskie po prostu mają w sobie to „coś”. Pomimo ciężkich, trudnych tras, wymagającego terenu i stromych podbiegów, widoki, które są wokół dają tyle radości, że człowiek w pełni cieszy się tym miejscem i przepełnia go radość – uwielbiam biegać po górach.

Obecnie przygotowuję się do ultramaratonu, jednego z najstarszych w Polsce – Sudecka Setka. Jest strach, bo to mój pierwszy start w ultramaratonie, a zawsze tak bywa, że kiedy coś dzieje się po raz pierwszy to jest wyolbrzymione i wydaje się mega problematyczne. No i nie oszukujmy się, 100 km nie jest też dystansem łatwym i prostym. Zwłaszcza w górach.

Jak się przygotowuje do tego wyzwania i dlaczego w ogóle biegam?

Żeby Wam pokazać moje przygotowania, jako przykład opiszę Wam mój ostatni tydzień, który był przewspaniały, bardzo energetyzujący i dostarczył mi mnóstwo wartości, które odpowiedź na pytanie: dlaczego to robię?

Zaczęło się od wesela Basi i Dawida – dzięki za wspaniała imprezkę! Wytańczyłem się na mega, mega poziomie i co najważniejsze – oprócz świetnej zabawy – były też to świetne ćwiczenia, interwały dla mnie. Wielu ludzi pytało: „Co Ty bierzesz chłopie, że tak szalejesz?!” Ale tak naprawdę te moje szaleństwa na parkiecie, to były jednocześnie intensywne ćwiczenia, co z resztą uświadomiłem sobie dopiero później. Bo przecież przez te kilkanaście godzin podczas całonocnej zabawy ćwiczyłem cały czas mięśnie nóg: interwały, mocne, gwałtowne przyspieszenia, dające mocny poziom wzniesienia energetycznego. To były dwa dni: sobota i niedziela oba bardzo aktywne. Poniedziałek był troszkę ciężki. Wiadomo, trzeba było odespać, zatem poziom aktywności spadł do zera. Ale już kolejny dzień, wtorek, dał mi mega mocny pozytywny kop i wskoczyłem na bieżnię, gdzie spędziłem godzinę i 45 minut. Ktoś zapyta: „Nie, na bieżni?? Przecież to taka nuda.. w jednym miejscu cały czas.”

Zgodzę się, bieżnia nie jest idealnym miejscem, zawsze też wolę biegać po terenie, po górach w otoczeniu, bo wiem, że za trud, jaki ponosi mój organizm dostaję zmianę otoczenia i piękno. Mimo to również i bieżnia ma swoje zalety. Jedną z nich jest to, że podczas biegania na bieżni mogę swobodnie słuchać lub oglądać cokolwiek chcę. I słucham wtedy naprawdę świetnych ludzi, którzy dają mi wartość w życiu, którzy są mentorami, coachami, znawcami z danej dziedziny. Ludzie z pasją. Są wśród nich trenerzy osobiście, ale i przewodnicy duchowi. Uwielbiam ich słuchać. Właściwie wtedy zbieram swoje myśli w jednym miejscu. Słucham i zbieram bardzo cenne wiadomości. Biorę je i testuję. To nie jest tak, że wszystko się przyjmuje, pamiętajcie o tym: wszystko, co poprzychodzi do Was, bierzecie, testujecie i zostawiacie to, co działa, to, co czujecie, że działa, co Wam daje rozwój i przynosi radość.  

Tak było we wtorek godzina i 45 minut.  W środę powtórka: 1,45 h na bieżni. Jest progres, jest moc. Zmęczenie też, ale nie poddaję się. Tak jak mówiłem: bieżnia daje mi możliwość rozwoju wiedzy. Można w tym czasie słuchać również audiobooków. Zamiast na kanapie, możesz słuchać książki aktywnie biegając.

Czwartek – robi się okienko pogodowe, ponieważ cały ten tydzień był troszeczkę trudnym tygodniem, często padało, słońce gdzieś schowane, ale w czwartek po godz. 17 rozjaśnia się i robi przyjemniej. Korzystając z tej poprawy pogody, wziąłem syna do Doliny Prądnika. Spakowaliśmy rower dla niego i buty dla mnie i start. Przebiegliśmy dolinę prądnika od jednego kościółka w Dolinie do drugiego tj. do kościółka na rzece tam i powrotem – w bardzo przemiłej aurze i atmosferze. Uwielbiam w ten sposób spędzać czas z synem: delektujemy się razem każdym widokiem, każdą chwilą, potokiem, źródełkiem, miejscem. Ponieważ teren jest trochę pagórkowaty, miałem wspomagacz dla syna, czyli uchwyt do nauki jazdy, który pomaga utrzymać równowagę dziecku. Mam go zamontowany po to właśnie, żeby móc pod górę go wspomóc. Jak to mówimy: „pod górę razem damy radę”. I dajemy. 12 kilometrów przebiegliśmy tam i z powrotem. Coś wspaniałego. I właśnie: przygotowanie do ultra to nie tylko zabieranie czasu, to też dawanie Tobie wartości: edukacyjnych, rodzinnych, miłości, relacji z synem, z rodziną. Tego samego dnia, rano poszliśmy z żoną na squasha i tu również miałem okazję poćwiczyć, w dodatku w przemiłym towarzystwie i świetnie się bawiąc. I tak minął czwartek: rano squash, po południu bieg z synem. Coś wspaniałego jedno i drugie, tu mam radość z grania, a tu z biegania z synem po przepięknych terenach parku ojcowskiego

Piątek dzień wolny. Tak wyszło. Myślałem, że pobiegam wieczorem, ale wyszło inaczej. Wieczór spędziłem w innym, bardzo interesującym miejscu, o czym z resztą też opowiem w innym poście.

Następnie znów sobota. Rano pobiegliśmy ze znajomym do Ojcowa. Przebiegliśmy od Groty Łokietka przez Ojców, Dolinę Sąspowską i wróciliśmy do Bębła. Dystans 19 km przepiękna trasa, ale też i trudna, ponieważ dolinka jest mocno błotnista i ciężko było utrzymać równowagę. Trzeba było kontrolować, by nie dopuścić do jakieś kontuzji czy przeciążeń, a po drugie: w takim błocie traci się dużo energii, przez co bieg jest dużo trudniejszy.

Po biegu, jeszcze w sobotę, wypad w góry, o którym już czytaliście w innym poście: Poszukiwacze słońca.

Niedziela rano, kolejny dzień i kolejny wypad na bieganie. Tym razem na moją prośbę skróciliśmy z kompanem dystans. Obawiałem się, czy dam radę przebiec dłuższa trasę, bo doskwierał mi ból mięśni oraz.. pęcherz na nodze. W sobotę bowiem popełniłem podstawowy błąd przedszkolaka biegacza. Wychodząc z domu zabrałem pierwsze, jakie wpadły mi w rękę, przypadkowe skarpetki. Cóż, nie róbcie tego nigdy: skarpetki to bardzo ważna rzecz. W szczególności, gdy jest deszcz i buty ze skarpetkami namokną (a tak właśnie było). Wtedy skarpetki trą, ślizgają się – i w efekcie możemy uraczyć nasze stopy pięknymi okazami pęcherzy – co też i mnie się przytrafiło. Na szczęście uratowały mnie plastry i po górach dałem radę iść. Przed ultramaratonem muszę jednak znaleźć taki sprzęt, który nie spowoduje szkody na moim ciele. Muszę go wcześniej zakupić i przetestować na kilku mniejszych biegach, żeby potem nie było przykrych niespodzianek.

Zatem w niedzielny poranek biegniemy krótszy dystans – 7 km, a popołudniu znów górki.

Wiem, że ten trening do ultramaratonu nie jest może takim treningiem ściśle sportowym, jaki wykonują np. zawodowi biegacze, czy inni sportsmeni. Uważam jednak, że jakakolwiek aktywność i zmęczenie organizmu działające na mięśnie moich nóg i wzmacniające je jest kolejnym elementem budującym moją kondycję. W nadchodzącym tygodniu będę chciał przebiec ponad 3-godzinną trasę. To bardzo istotne, aby ćwiczyć też wytrzymałość, bo dystans jaki jest do pokonania w ultramaratonie wymaga również przygotowania organizmu i pod tym kątem. Trzymajcie kciuki.

Mam nadzieje, że ten tydzień przygotowań do ultramaratonu Was zainspirował i że kogoś może zachęci do tego by biegać, bo bieganie to naprawdę świetna frajda dająca wszechstronne możliwości rozwoju w każdym aspekcie życia.

Miłego!

2 Comments

  1. Monika 6 września 2017 at 09:51

    Jestem pełna podziwu dla ludzi takich jak Ty, konsekwentnie dążących do celu i realizujących go z radością. Mega inspiracja!

    Ja biegam rekreacyjnie na krótkie dystanse, właśnie po mieście, bo asfalt czuję, ale gdzieś tam na liście swoich planów do zrealizowania przed śmiercią mam bieg górski – może nie ultramaraton, może półmaraton albo chociaż 10km. Oby kiedyś się udało 🙂

    Reply
    1. marcin_rojek - Site Author 26 września 2017 at 06:52

      Na pewno się uda! Przyznaję że przygotowania do ultramaratonu były wymagające głównie czasowo ale pokazały mi też jedno – jeśli coś zaplanujesz, konsekwentnie dążysz wtedy jest duża szansa na zdobycie celu. Trzymam kciuki, miłego!

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *